100_7099 6 jpg

Boso przez wojnę

 W trakcie wojny nie miałem butów – wspomina Jerzy Antepowicz, były prezes Stowarzyszenia Wychowanków Batorego.  – Całą zimę chodziłem boso. Na nogach było pełno ran.

 

 

Granica się gotowała

Jerzy Antepowicz: Urodziłem się 1 lutego 1929 roku. Wychowałem się na Makowszczyźnie, wsi nad Prosną. To była rzeka graniczna, 1,5 kilometra od granicy z Niemcami. 25 VIII ’39 roku przystąpiłem do komunii świętej. Już dwa dni później moja mama, babcia i my – dwaj bracia – wyjechaliśmy do Warszawy. Dlaczego do Warszawy? Bo tam, w szpitalu na ulicy Kopernika moja babcia prowadziła sekretariat szpitala i niedaleko mieszkała. Myśmy po prostu uciekali znad granicy niemieckiej do niej do Warszawy. Mój ojciec został na Makowszczyźnie. Ale na granicy już było wiadomo, że będzie wojna. Granica się gotowała!

Już stały tam jednostki wojska polskiego. Wybito wszystkie gołębie. Dlaczego? Bo mogły służyć szpiegom do przenoszenia meldunków jako gołębie pocztowe. 29 VIII ojciec postanowił, że nie ma już co czekać i trzeba wyjechać w głąb kraju. Pojechał do Chotowa, do majątku mojego stryja, Antoniego Antepowicza. Tam przesiedział dwa dni i w nocy z 31 VIII na 1 IX wyjechał w głąb Polski. Była pierwsza-druga nad ranem, jechał w kierunku Wielunia. I nad głową ojca leci nagle eskadra samolotów niemieckich. O czwartej zaczęły zrzucać bomby na Wieluń. Odleciały. Ojciec przejechał przez miasto, wyjechał i kolejna fala. W sumie trzy naloty. Zdążył między pierwszym a drugim.

 

Szybko, do rowu!

Uciekał przed Niemcami. A on wiedział, jak się przed nimi ucieka. Wychował się w przygranicznej wsi, więc od małego wiedział – nie jeździć szosami. A Niemcy od razu, od pierwszego dnia, zaczęli bombardować szosy. Latali na wysokości 20-30 metrów i kosili z karabinów w tłumy uciekające drogami, mordowali ludzi. Ojciec wiedział, że tak będzie. Opowiadał mi, że jak z daleka słyszał nadlatujące samoloty, to natychmiast wyskakiwał z wozu i do rowu. I tak znalazł się w Warszawie.

A Warszawa? Normalne miasto. Ludzie chodzą do kawiarni, toczy się życie. Ale wszyscy wiedzieli, że będzie wojna. Jak dziś pamiętam, rano 1 IX komunikat: „Ogłaszam alarm dla miasta Warszawy”. Takie komunikaty szły bez przerwy. Zaczęła się moja epopeja. Epopeja mojej rodziny, Polski, świata – epopeja wojenna.

 

Rodzina w jednym pokoju

Skończyła się kampania wrześniowa. Ojciec chciał wrócić do majątku. Ale nie było jak, drogi były w fatalnym stanie. Przeczekaliśmy w Warszawie jeszcze październik i listopad. No i co? Wracamy na Makowszczyznę. Po kilku dniach zjawia się Niemiec, treuhender (urzędnik administracji – przyp. red.). Oznajmia, że pan Antepowicz nie jest już właścicielem majątku. Właścicielem jest już Rzesza Niemiecka i Rzesza zgadza się, by pan Antepowicz mieszkał z rodziną w jednym pokoju. Resztę pokoi zajęli ludzie ze spalonych okolicznych domów. I tak mieszkaliśmy ’39 i ’40 rok.

 

Zimą bez butów

Zaczęły się aresztowania. W tym czasie bardzo ciężko chorowałem na nogi, bo zimę ‘39/‘40 przechodziłem bez butów. Po prostu ich nie miałem. Nogi miałem owinięte tylko jakimiś szmatami, więc porobiło się pełno ran. Ale dlaczego nie miałem butów? Bo Niemcy wydali rozporządzenie, że jak złapią szewca robiącego buty dla Polaka, to go rozstrzelają. Więc chodziłem boso.

 

Tajne komplety i pierwszy pocałunek

Nagle ojciec dostał polecenie: „Proszę opuścić majątek”. Stryj był już zaaresztowany, siedział w więzieniu w Wieluniu, dlatego wiadomo było, że ojca też mogą aresztować. Dostał przepustkę i w sobotę razem z nami wyjechał do Warszawy. A w poniedziałek rano w naszym majątku byli już żandarmi, by go aresztować. Ojciec uciekł Niemcom dosłownie sprzed nosa. I w ‘40 roku znowu znaleźliśmy się w Warszawie. Wtedy w naszym domu zjawił się pan, który był inspektorem szkoły Wojciecha Górskiego. Zobaczył, że jest dwóch młodych chłopców, więc zapisał nas do swojej szkoły. W ’41 roku zamknięto Górskiego i wtedy trafiłem do podstawówki nr 165 na ulicy Sewerynów. Kiedy ją też zamknęli, dostałem się na tajne komplety. Doszedłem na nich do drugiej klasy gimnazjalnej.

Czego się na nich uczyło? Przede wszystkim historii i geografii Polski. Już w podstawówce zaczęły mi się podobać dziewczyny. Kochałem się w Jance, we mnie Danka i tak dalej. Między młodzieżą była modna gra w listonosza. Trzeba było w niej pocałować dziewczynę. Jak pierwszy pocałowałem, to myślałem, że się przewrócę. Tak mi się w głowie kręciło. Takie moje pierwsze doświadczenia z kobietami.

 

Największa gotówka z Londynu w rękach pani Antepowicz

W moim domu na Kopernika, o czym nic nie wiedział ani mój ojciec, ani moja babcia, przekazano największą gotówkę jaka w okresie wojny została dostarczona do lasów świętokrzyskich. Przekazano ją przez moją mamę. Dlaczego? Bo jednym z dowódców okręgu gór świętokrzyskich był jej brat cioteczny– major Paweł Bierzyński. Na ręce tego majora miały być przekazane pieniądze z Londynu. W jaki sposób przeszły przez mamę? Ten major często przyjeżdżał do nas na Kopernika. Raz miał brodę i okulary, raz wąsy, zawsze wyglądał inaczej. Przychodził do szpitala, wchodził bez pukania do mieszkania. Któregoś dnia powiedział mojej matce: „Słuchaj, tu masz papierosa. Po tego papierosa ktoś się zgłosi i przyjdzie po tę paczkę”. Paczka była zawinięta w szary papier i okręcona sznurkiem. „Ten ktoś zapyta się, czy jest tu pani Antepowicz. Zapyta: «Czy pani ma psa? Jak on się wabi?». Odpowiesz: «Delusia»”. Rzeczywiście mieliśmy takiego jamnika. Major mówił dalej: „I wtedy ten ktoś zapyta się, czy palisz papierosy. Odpowiesz, że tak i zapytasz czy go poczęstować. On przymierzy tego papierosa, czy to ten umówiony i oddasz mu paczkę”.

Bartłomiej Pograniczny: Ona zdawała sobie sprawę co przekazuje?

 

Nie. Po prostu oddała paczkę i tyle. Przyszła jakaś starsza pani, ubrana na czarno, staromodnie. „Czy ma pani ma pieska? A, Delusia! A czy ja mogłabym zapalić?”. Napiła się jeszcze herbaty, posiedziała z pół godziny i poszła. Mama dowiedziała się, co je dała, dopiero po powstaniu warszawskim. A mnie to opowiedziała, jak już miałem prawie 20 lat.

 

Bartłomiej Pograniczny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.