Warto gonić za marzeniami

Czy masz marzenia? Jak bardzo są realne? Czy wierzysz, że się spełnią? Co byłbyś w stanie dla nich zrobić ? Otóż warto.

Jeszcze w podstawówce wpadłyśmy z mamą na pomysł, że przygotujemy projekt, który będzie miał za zadanie pokazać moim rówieśnikom, że warto jest czytać książki w oryginalnym języku.

Gdy zgłosiłam zarys do Centrum Edukacji Narodowej, byłam przekonana, że zostanie on odrzucony, gdyż organizacja miała pokrywać zbyt duże koszty ( np. bilety do USA), a więc trudno mi było uwierzyć, w to że możnaby było to zorganizować. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu jury było pod wrażeniem mojego nowatorskiego pomysłu, lecz nie zgodziło się pokryć całości kosztów. Mimo to byłam bardzo szczęśliwa, poczułam, że marzenia, nawet te najbardziej abstrakcyjne, mają szanse się spełnić z odpowiednią wiarą.

Na początku października, po przedstawieniu moich planów dotyczących projektu mojej teraźniejszej nauczycielce angielskiego, Pani Profesor Ewie Ciszewskiej, która również na początku nie wierzyła w powodzenie projektu, wysłałyśmy maila do Brandona Mull’a, autora serii „Siedem Królestw” na podstawie której chciałam uzyskać informacje niezbędne do projektu, w którym opisałam sytuację i spytałam czy znalazłby czas dla zagranicznej fanki. Potem nasza wiara trochę się chwiała, ponieważ nie dostałam od pisarza odpowiedzi przez ponad 2 miesiące. Wiązało się to z tym, że nie mogłam posuwać w przód żadnych działań związanych z projektem, bo opierał się on na tym spotkaniu.

Gdy autor w końcu odpisał, czułam się jakby ktoś dodał mi skrzydeł. Powróciła wiara, że ten nieprawdopodobny projekt może dojść do skutku.   Znów zaczęłam wierzyć, że coś się może udać, wróciłam więc do pracy, pełna zapału.

Termin został ustalony na początek maja, a autor zgodził się poświęcić mi całe dwa dni. Ta wiadomość pozytywnie mną wstrząsnęła, dość długo nie mogłam przestać skakać ze szczęścia.

Długi lot do Stanów Zjednoczonych był tym momentem, kiedy fakt, że niedługo zobaczę swojego ulubionego autora, mojego idola, zaczął do mnie docierać.  Byłam bardzo zestresowana, bo nigdy wcześniej nie byłam w takiej sytuacji i nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Okazało się, że był przewspaniałą osobą i ciągu tych dwóch krótkich dni zdążył nauczyć mnie wielu rzeczy.. Nauczyłam się jak powstaje książka, czego możemy się spodziewać od tłumacza i wielu innych zagadnień, niezwiązanych już  z literaturą, na przykład pewnych cech dinozaurów. Dowiedziałam się jak może wyglądać życie tłumacza, pisarza, a także jak zachęcać czytelnika do czytania powieści i jakie zabiegi pomagają w osiągnięciu tego efektu. W każdej chwili tego wyjazdu czułam się niesamowicie, widziałam, że moje marzenie się spełnia.

Jedną rzeczą, którą chciałabym na koniec się podzielić jest to, że potwierdzeń na temat spełniających się zawsze marzeń nie ma zbyt wiele, czasem pozostaje nam tylko wiara, ale musimy  pamiętać, że to my mamy największy wpływ na to czy pomożemy im się spełnić, czy też nie

 

Karina Wieteska